22°C lekkie zachmurzenie

Okiem mieszkańca Włoch

polityka, Okiem mieszkańca Włoch - zdjęcie, fotografia

W wyborach samorządowych wybieramy radnych, którzy znajdą się w radzie dzielnicy.

Już sama ordynacja wyborcza, sposób tworzenia okręgów i list wyborczych jest dla zwykłego śmiertelnika nie do zrozumienia. Niech za przykład z naszego, włochowskiego podwórka posłużą wyniki ostatnich wyborów samorządowych w 2014 roku. Przewodnicząca Stowarzyszenia Sąsiedzkie Włochy Jolanta Piecuch zdobyła 251 głosów i nie weszła do rady dzielnicy, a znalazł się tam Krzysztof Pączkowski (PiS), który zdobył 44 głosy. Oczywiście wszystko jest zgodne z przepisami, ale te przykłady pokazują, że samo poparcie społeczne to za mało, by wejść do rady dzielnicy. Trzeba być jeszcze we właściwym okręgu, na właściwej liście i cała lista musi zdobyć odpowiednią liczbę głosów. Rozwiązaniem zagadki mandatu radnego Pączkowskiego jest wynik innego kandydata do rady z tego okręgu – Michała Wąsowicza, na którego głos oddało 775 wyborców.

Tylko po co to wszystko? Radni – wiadomo pobierają diety, a mieszkańcy – listy piszą…

Niestety, to co się dzieje od wielu miesięcy we włochowskim samorządzie, jest oburzające. Przewodniczący Rady Dzielnicy Andrzej Krupiński (PiS) powinien na wzór ministrów przekazać swoje wynagrodzenie na rzecz Caritas. Mało, że sam nie robi nic na rzecz mieszkańców dzielnicy, to jeszcze paraliżuje pracę całej Rady ogłaszając ciągłe przerwy w posiedzeniach. Od miesięcy Rada Dzielnicy nie zajmuje się sprawami ważnymi dla mieszkańców. Podczas Sesji, na której doszło do odwołania burmistrza i dwóch wiceburmistrzów, radni mieli podjąć uchwałę w sprawie monitoringu okolic ul. Potrzebnej. Niestety Przewodniczący Krupiński tak poprowadził Sesję, że ogłosił przerwę zaraz po odwołaniu zarządu. Kolejne posiedzenie Rady wyznaczył na 24 kwietnia. Z kolei 24 kwietnia po piętnastu minutach Sesji i wstępnych formalnościach ogłosił przerwę do 17 maja. Co to dla nas mieszkańców oznacza? Ano, że Hanna Gronkiewicz-Waltz wyznaczy komisarza oraz że ulicą Potrzebną ciężarówki jeżdżą, jak jeździły.

Ale nie tylko postawa Przewodniczącego Rady Dzielnicy jest naganna. Co można powiedzieć o radnych, którzy pełnią mandat na portalach społecznościowych? Po co nam radni, którzy brylują na Facebooku? Czy ilość lajków jakkolwiek wpłynie na sprawy dla nas ważne? Czy robienie plebiscytów dotyczących ilości złożonych interpelacji popchnie nasze sprawy do przodu? Wolałbym, by radny do którego idę z problemem, faktycznie mi pomógł, doradził, napisał pismo do właściwego urzędu. Nie potrzebuję radnego, który będzie się rozpisywał na Facebooku, robił z siebie bohatera i prowadził przez całą kadencję kampanię wyborczą.

Są radni, którzy zapisują się na wszystkie komisje. Jeśli czas im pozwala, to wpadają na którąkolwiek – bez przygotowania i znajomości tematu, ale to jest warunek konieczny, by pobrać dietę.

Jest mi przykro, gdy widzę, że ci, których poparliśmy w wyborach i którzy mieli reprezentować nasze interesy, są tak daleko od problemów zwykłych, szarych mieszkańców.

xxx