Park M.Kotańskiego. Wiosna. Zapach kwitnących roślin, świergot ptaków. Miejsce niezwykle urokliwe, a dla mnie szczególnie. W końcu miałem jakiś tam wkład (i to chyba nie najmniejszy) w powstanie tego kompleksu. Prawie 21 lat temu, w czerwcu 2000 złożyłem wniosek o zagospodarowanie owego terenu pod funkcje rekreacyjno - sportowe. A potem aktywnie uczestniczyłem, z ramienia zarządu ówczesnej Gminy Warszawa Włochy, w tworzeniu tego centrum rekreacji. Idę jedną z alejek i napawam się wiosną w rozkwicie. Zieleń bije po oczach. No, właśnie! - Bije, ale nie tylko w przenośni, bije również dosłownie! Nie to, żebym był jakimś estetycznym ortodoksem, ale zwieszające się nad alejką gałęzie na wysokości oczu, twarzy - to raczej nie jest fajna sprawa. Ogólnie, roślinność w parku jest nieco zaniedbana. Musimy się zdecydować, czy chcemy mieć park, czy las. A może realizujemy wariant rosyjski, bo w języku rosyjskim oprócz pojęć park i las funkcjonuje również określenie "<i>lesopark</i>"? Nie wierzę, żeby urząd dzielnicy Włochy nie miał podpisanej (podpisanych) umowy na utrzymanie zieleni w parkach. Tylko te umowy należy egzekwować, w końcu firmy pobierają wynagrodzenie z naszych podatków, Jak to się fachowo mówi "prześwietlenie" drzewostanu, przycięcie spróchniałych gałęzi, przystrzyżenie krzewów to chyba nie jest wielka filozofia? Ostatnio wśród części radnych panuje moda na zbieranie śmieci, sadzenie kwiatów i tym podobne akcje proekologiczne. W związku z tym mam pomysł - skoro radni nie są w stanie za pośrednictwem urzędu doprowadzić do należytego wykonania zadań z zakresu pielęgnacji zieleni przez wyspecjalizowane firmy - niechaj sami włączą się do tego zadania. Kiedyś, w zamierzchłych czasach poprzedniego ustroju, w latach powojennych, modne było hasło "kobiety na traktory". A ja proponuję nowe - "radni do sekatorów"! Same korzyści, - gałęzie się przytnie, zażyje się trochę ruchu, a przede wszystkim, porobi się fotki z akcji, które potem będzie można przez dwa, trzy tygodnie "międlić" w różnych konfiguracjach na facebook`u. Dobrze, przy okazji trochę sobie pożartowałem. Ktoś zapyta, czy nie ma w dzielnicy większych problemów? - Oczywiście, że są, chociażby ogromne opóźnienia w i tak szczątkowych dzielnicowych inwestycjach, chaos we włochowskiej oświacie, sporcie, brak spójnej wizji kierunków rozwoju dzielnicy. Zwisające gałęzie to, oczywiście, w tej skali drobiazg, ale jak to się mówi, życie składa się z drobiazgów.<br> <br><br>