Już wyraziłem się, co do propagandy Urzędu Dzielnicy Ochota w wykonaniu i na zamówienie Burmistrza Piotra Krasnodębskiego o celowości otwarcia Urzędu i OKO po to by ludzie mogli przyjść z rodzinami, zwierzętami( i może jeszcze z karkówką na grilla), aby ochłodzić się w „gościnnych” murach budynku użyteczności publicznej. Poddawałem w wątpliwość, że komuś się spodoba taka propozycja. Żeby być rzetelny i skoro powiedziałem „A” to kolej na kontynuację i przejechałem się, aby naocznie sprawdzić, jaki oddźwięk przyniosła taka propaganda z Urzędu. ·Najpierw podjechałem do OKO na Grójecką 75 i tam zastałem i owszem wywieszkę na drzwiach promującą wejście w celu schłodzenia się. Przed Wejściem z żadnej strony nie znalazłem miski z wodą dla czworonogów (no chyba, że gdzieś w czeluściach mrocznego budynku gdzieś były stoły sowicie zastawione). Ale ja po otwarciu drzwi jak zobaczyłem ponure schody (jak na Łubiance, czy u nas na Oczki) i wolałem dalej nie wchodzić, więc szybko się wycofałem nie widząc za drzwiami miski ani kogokolwiek, kto by korzystał z dobrodziejstwa poważnej klimatyzacji w budynku. Podjechałem dalej, czyli do Urzędu i około 11: 05 po zrobieniu paru zdjęć przed urzędem, gdzie też pomimo nalepionego plakatu, że mamy w tym miejscu miskę dla przyjaciela to tą miskę ktoś już dawno „zajumał”. Tutaj odważyłem się przekroczyć gościnne progi urzędu gdyż na przywitanie w pojemniku na prasę lokalną znalazłem Passa Tygodnik Sąsiadów. U nas kiedyś Urząd dzielnicy wspierał Informator Ochoty i Włoch, ale dobre czasy się skończyły i pozostała tylko przyjaźń jak psa z kotem. Wszedłem do środka i od razu zauważyłem sporo(około 15 do 20 stu) miejsc siedzących przygotowanych przy samym wejściu i schodki odgrodzone sofą, (aby dalej postronni się nie zagłębiali). Zostałem wzrokowo otaksowany przez Panią z Ochrony i tak około 3 minut postałem popatrzyłem na gazetę z zazdrością, że na Ursynowie i Mokotowie wychodzi. Widząc, że również i tam żywego ducha poza mną i Ochroną nie ma wyszedłem i po około jeszcze 10 minutach obserwacji czy ktoś wchodzi czy wychodzi (nie stwierdzono takich działań) wycofałem się do innych zadań reporterskich w okolicy. Tak, więc z szumnego programu „Miejsca chłodu” wyszła pospolita lipa. Może gdyby jeszcze dawali drogocenne opaski na rękę z papieru z numerami klienta może frekwencja by wzrosła tak jak to było na cichym pikniku niedawno pod CAM Korotyńskiego.