Pamiętam czasy tego miejsca gdzie mieszkałem do 1967 roku przy Instalatorów i wykop kolei Radomskiej był praktycznie miejscem codziennych zabaw i namiastką wielkiego świata. Robiło się tam ogniska i różne zabawy i nie było tam tak brudno. Życie przy tej ulicy pomimo niewielu domostw umiejscowionych w drewnianych barakach wojskowych (kiedyś wszystkie przedsiębiorstwa były tam wojskowe) tętniło życiem i sporą ilością ludzi, co tam pracowało i dojeżdżało przeważnie WKD. Była i tam kładka dla pieszych na wysokości bramy wjazdowej do Kombinatu Instalacji Sanitarnych i zaraz obok kolejka jeździła (później tory przesunięto). Mimo tego na wysokości Maszynowej już w latach 60 tych było nielegalne przejście, ale wtedy hałas był większy i szło nawet nie widzieć, ale słyszeć, że nadjeżdża pociąg i prędkość przejeżdżających tam pociągów była dużo mniejsza, więc odbywało się to trochę bezpieczniej. Teraz, co innego i co prawda zakłady popadały, ale za to nabudowano tam gęsto blokowisk i obłożenie mieszkańców w tej okolicy jest już znaczne i tylko czekać jak wydarzy się nieszczęśliwy wypadek. Polityka miejska jest taka, aby zrazić mieszkańców do posiadania samochodu a komunikacji nie wszędzie się opłaca uruchamiać i tą pustkę naturalnie ludzie musza uzupełnić i pomimo zakazów muszą się jakoś przemieszczać po najkrótszej trasie, –czyli po torach. Nie trzeba być filozofem lub jak „Ferdek Kiepski „mawiał „ Są takie rzeczy się nawet fizjologom nie śniły!” Żeby zrozumieć postępowanie ludzkie i należałoby jak najprędzej rozwiązać problem komunikacyjny w tych okolicach. Stawianie kolejnych słupków i tablic na nic się nie zda. A przy okazji skoro, co i raz wymienia się te słupki, więc właściciel wąwozu kolejowego mógłby posprzątać od czasu do czasu z zalegających tam śmieci.