Wszystko, co miejskie lub dzielnicowe w wyniku złego zarządzania marnieje nam na oczach. No cóż mamy takiego prezydenta Warszawy, co to tylko martwi się jak wypadnie w TV i to tylko tej jedynie słusznej. Nacisk kładzie na to, co inne pokolenia przed nim wypracowały –on zasypie jak tunel pod Marszałkowską i tak jak wyremontował Plac Pięciu Rogów to i jajo postawił. Chlubnych dokonań ma wiele więcej, ale nie bądźmy pamiętliwi. Natomiast majątek miasta na dzielnicach marnieje choćby pawilony handlowe lub w dniu dzisiejszym opisuję garaże wolnostojące. Mają one swoje adresy i numery i oczywiście comiesięczne opłaty z metra użytkowania. Reklama Co w zamian nawet widać, ze nie ma, komu sprzątnąć liście z dachów po jesieni (jest połowa czerwca i nie było porządnych wichur, które by posprzątały te dachy? O remontach i ociepleniach nie mówię to by było za duże wyzwanie jak na biedne miasto. Ciekawy jestem, jakie świadectwo energetyczne mają takie miejskie kopalnie złotówek do kasy miasta? Biedne to miasto i dzielnice jak nie stać ich na inwestycje w swoje włości a mają na wanny po 400 tysięcy sztuka, gruzowiska, jako instalację i kible ze szczerego chyba złota, bo tak drogocenne. Czy nie wstyd takim czymś zarządzać? Co musi się stać, aby Warszawa była wreszcie przyjazna dla swoich mieszkańców(nie wyganiała wszystkich na peryferia) czy wreszcie ustalono jej losy poza granicami Polski na spotkaniach Grupy Bilderberg, lub w kuluarach salonów w Brukseli? Ścisłe centrum wymiera na korzyść korpo a zaraz i obrzeża będą, jako slumsy dla służby tym, co nic wspólnego z Polską nie mają. Czy o to chodzi?