To jest dziwna praktyka stosowana w całej Warszawie i okolicy, więc nasze „dzielne” władze Dzielnicy niech nie biorą ten artykuł, jako przytyk w stosunku tylko do niej. Praktyka ta polega na stosowaniu wybiórczego wyboru inwestycji infrastrukturalnych i kolejność jest taka – najpierw to, co muszą zrobić gdyż mają związane ręce umowami ze społecznikami, czyli Budżet Partycypacyjny lub po nowemu (a i tak o nic niezmienionym znaczeniu) Obywatelski. Gdy projekty nie były zgodne z przewidywaniami i opłacalnością dla Urzędu( a zostały przegłosowane) to i tak gdzieś w czasie są spychane z przyczyn proceduralnych lub niezgodności własnościowej, lub przekroczeniem zakładanej kwoty. W następnej kolejności, dogodzeniem swoim Radnym, którzy w kampanii wyborczej najbliższym sąsiadom obiecali cuda na kiju i teraz muszą odwdzięczyć się bliskim, gdyż jak chcą reelekcji to muszą pokazać, że są skuteczni dla tych, co na nich stawiali. Dlatego takich radnych potocznie nazywam podwórkowymi kacykami-choć sprawują władzę na całej dzielnicy, ale i tak obszar ich zainteresowań przebiega tylko wokół miejsca zamieszkania, choćby zaraz obok zapadła się ziemia to oni i tak będą przepychać swoje projekty upiększające pobliską okolicę i podwórka. I tak kiedyś mieliśmy przy ulicy Majewskiego radnego, ale nie z opcji rządzącej, więc i tak wiele „nie wychodził” i załatwił odwodnienie wjazdu na podwórko oraz remont tego podwórka. Po latach okazało się, ze poprawa owszem jest znacząca, ale znowu pod wyprofilowanym wjazdem ziemia znowu się przemieściła i powstają znowu małe kałuże. Reklama Na razie nie jest to zbyt duże, ale trochę dalej –przy następnym wjeździe na podwórko bloku ·Ul. Majewskiego 32 robi się już od dawna „jezioro łabędzie” uniemożliwiające swobodne przejście pieszemu oraz uczniom pobliskiej szkoły. Jeszcze dalej przy następnym wjeździe –przy dawnym pawilonie handlowym to już można nazwać „wielkie rozlewisko” Tak, więc zastanawiam się, –kiedy „KTOŚ” dojrzy taką niedogodność i pomyśli,tak aby to wszystko naprawić i przy okazji oczyści kanalizację gdyż wszystkie kratki ściekowe są koncertowo zapchane. Nie dość, że zapchane to i jeszcze jedna niebezpiecznie zapadnięta. Czy po każdym większym deszczu okolica ta musi ogłaszać „lokalny stan klęski żywiołowej?” Czy zostanie nam czekać do kolejnych wyborów i może ludzie zagłosują na jakiegoś lokalnego (dobrze układającego się) herszta i może on „wychodzi” normalność? Przykre i deprawujące jest to dla normalnego zapracowanego mieszkańca, który nie lubi i nie ma czasu bawić się w społecznictwo a i tak musi płacić podatki po to by inni mieli „zbytki „ a on wiochę i slumsy w okolicy.