Niedawno zaczęła się tak zwana ” g….burza” na temat koszenia na Facebooku. Ja już kilkukrotnie opisywałem stan zieleni na Ochocie, jako tragiczny i zaniedbany przez chore wymysły płynące od naszego pryncypała (można chyba też podobnie nazywać) z Ratusza Warszawskiego. Odgórnie promowana była polityka nie koszenia trawników po to by była bioróżnorodność i ze względu na niską populację owadów i insektów w naszym otoczeniu. Taka polityka doprowadziła, że najlepiej nam rosną chwasty a normalnej zieleni jak na lekarstwo. Zamknięte osiedla mają troszeczkę lepiej gdyż tam polityka tych „specjalistów” zrobionych on-line nie sięga, ale tam szanuje się i pilnuje, aby właściciele psów w tych miejscach nie spacerowali. A i ludzie tam mieszkający są pod stałym nadzorem kamer i ochrony jak nie zawodowej to tak zwanego „ORMO” sąsiedzkiego i tam każdy grzeczny. Ale jak wyjdzie taki to dopiero używa sobie jak pies puszczony z łańcucha. Wracając do zieleni tak zwanej wspólnej w parkach to od dłuższego czasu skoncentrowałem się w obserwacji zieleni w Parku Malickiego gdzie od lat trwa walka o stawik na razie z góry przegrana. Teraz od około roku powstał problem z okolicznymi trawnikami gdzie porosły całkiem pokaźne kolonie pokrzyw okalające ławki tak, że czasami niektórych nawet nie widać gdyż około 1,80 to imponujące rozmiary jak na taką roślinę. Może ktoś prowadzi jakiś SPA czy coś w tym rodzaju, gdyż właściwości pokrzyw są czasami wykorzystywane zdrowotnie. Nasza Ochocka pokrzywa od czasu do czasu jest golona, bo inaczej nie można nazwać kosiarki samojezdnej z ustawionymi nożami chyba na zero albo na minus coś tam. Skoro zapuściło się to sprzątanie odbywa się tak jak jazda po bandzie- nic nie robimy a jak się dorwiemy to razem z przekoszeniem ziemi a, że noże przez to tępe to resztki są uklepane wraz z błotem z ziemi. Reklama Takie koszenie powoduje, że trawa może i nie przeżyje, ale za to chwasty jeszcze lepiej się wzmacniają i przez to takie piękne plantacje. Na Fejsbuku była poruszona teoria, ze chwasty należy wykopywać. Może to i dobry sposób, ale na małych trawniczkach podwórkowych jakiś społecznie działający pasjonat może to zrobi, ale nie firmy, które obsługują hektary zapuszczonych trawników. Do tego trzeba by było praktycznie całe połacie ziemi przeorać i wtedy jeszcze prawie, że przesiać, aby pozbyć się korzeni niechcianych roślin i odnowa posiać tylko trawę. Żadne takie koszenie po 7,5 centymetra nie pomoże, choćby z pięć razy w roku. Tak się kończy jak na siłę chce się zmienić klimat bez policzenia ile będzie strat a ile korzyści. Teraz korzyści tylko mają właśnie zaprzyjaźnione firmy, które mogą bez końca stosować taktykę –klient chce to się robi choćby wszystko pod prąd – grunt, żeby dobrze płacił i to tak, aby wszyscy byli zadowoleni (oczywiście zamawiający też). ·To tak jak stosowanie słupków i progów wyspowych na potęgę tak, aby było non stop robota dla ludzi a pieniądze dla lepszych ludzi. I tak podraża się koszty życia w takich miastach gdzie powinien być dobrobyt a rąbie się podatnika i tłumaczy się mu, że to dla jego dobra. Po co robić raz a porządnie jak można chrzanić i ciągle poprawiać. Nie sztuka raz zrobić i tylko raz zarobić jak można wiecznie powtarzać to samo wmawiając, że tak będzie najlepiej. To tak jak z lekarzami –niektórzy raczej nie są zainteresowani, aby szybko i skutecznie leczyć, bo z skąd kolejnych pacjentów złowią? To tak jak idzie się do dentysty z jednym zębem, ale on i tak wszystkie podrapie postuka choćby po to, aby naruszyć szkliwo a potem ma gotowego za jakiś czas pacjenta z kolejnym. Więc nie ma, co się dziwić, że interesem firm jest, aby mieć ciągłe utrzymanie.