W zimie było wiele krzyku na temat zjeżdżania na sankach w tym Parku. Walka była nierówna gdyż paru nadwrażliwych urzędników i mało zaangażowanych w tą walkę musiało przegrać z zawziętymi dzieciakami, które są w takim stadium rozwoju, że jakieś pojękiwania urzędnicze nie biorą poważnie. Zresztą dorośli też mają w większości miłosny stosunek do coraz to większej liczby zakazów i nakazów na kolanie wymyślonych lub bez opłat autorskich wprowadzanych z różnych dalekich krajów, bez zastanowienia i brania pod uwagę, że my jesteśmy jednak wyjątkowym narodem i Holandia czy Szwecja lub Belgia niech sobie robi swoje a my swoje. I tak po zimie jednak dzieciaki nic nie narozrabiały i w miejscach gdzie często widywało się „nielegalnych” śmiałków na sankach nie powstały jakieś konkretne koleiny. Ja, jako prawy obywatel mający na względzie dobro naszych „mądrych głów „ nieodpłatnie (jak zwykle) podsuwam pomysł, aby nie wyżywać się na dzieciach a zająć się ludźmi, co to łażą w jakiś nieodpowiednich butach i wyrabiają tak zwane” przedepty”. Reklama Za nimi jak zwykle chadzają czworonogi, które to pazurami rozgrzebują ziemię. I dzięki nim owszem są tam takie alejki bez trawy. W trosce –modne słowo –o dobrostan trawy ogrodziłbym teren i nakazał tylko wchodzić w obuwiu na płaskiej podeszwie a psom zakładać buty z filcu (takie jak w muzeach). Może to za agresywne rozwiązanie, ale wierzę, ze Wasze doświadczenia zdobyte na konferencjach spowoduje, że wymyślicie coś bardziej godnego Urzędnika.