Była to długa i mozolna walka o trochę przyzwoitości na miejscu pamięci narodowej. Przez ten czas wielokrotnie pisałem o spróchniałych deskach i wystających śrubach z tych desek. Jednak nawet dobrze rozwinięte i opłacane służby propagandowe Urzędu Dzielnicy Ochota nie traktowały poważnie tego tematu jakby to w niczym nie dotyczyło to bezpośrednio w wizerunek rządzącego Dzielnicą Burmistrza. Ja to inaczej interpretowałem i wydaje mi się, że mam rację gdyż skoro burmistrz musi składać wiązanki kwiatów w takich miejscach(chyba, ze chciałby ostentacyjnie pokazać, że ma w głębokim poważaniu historię tradycję oraz patriotyzm). Zresztą mieni się gospodarzem dzielnicy to nie powinien unikać trudnych tematów. · Nie jest od tego tylko, aby z nożyczkami coś otwierał (i tak wiele okazji nie stworzył do takich uroczystości), ale za to udziela się często i gęsto przy imprezach kulturalnych. Rządzenie nie tylko polega na świętowaniu, ale i też na podstawowej czynności, jaką jest odpowiedzialność za całokształt wyglądu i jakości życia w Dzielnicy. Widać wydział promocji nie rozumie tego i ciągle promuje nie to, co najważniejsze dla zwykłych mieszkańców a promują raczej abstrakcyjne i dalekie dla mieszkańców potrzeby. Podczas obchodów Barykady Września mimochodem udało mi się poruszyć sumienie burmistrza w związku z Redutą Kaliską i nastąpiła natychmiastowa interwencja. Co prawda po kilku dniach tylko zobaczyłem czasowe zabezpieczenie i oczywiście w artykule obśmiałem. Teraz muszę się kajać i przepraszać po około dwóch tygodniach udało się wymienić dwie deski i sprawa od półtora roku wreszcie załatwiona. Nic tylko dziękować i chwalić, czego nie bardzo potrafię to robić, (ale staram się i cały czas próbuję się uczyć). Może to przez gorycz pozostałą po półtora roczne oczekiwanie w tak błahej sprawie. Co by było jakbym o coś poważnego apelował –czy starczyłoby mi swojego nędznego życia? A tak teraz znowu muszę być tym niewdzięcznym Pawlonkiem, któremu wiecznie mało gdyż znowu czepia się i wiecznie mu mało. Dalej przy jednej z tych nowych desek komuś nie przyszło do głowy, aby porządnie dokręcić wkrętarką śrubę do końca. Jak słaba była wkrętarka to wcześniej trzeba było nawiercić i zagzymkować- fazować otwór i dopiero śrubę wkręcać i nie byłoby takiej wtopy inaczej obciachu. Do tego jeszcze w jednej ławce jest jeszcze jedna deseczka, która aż się prosi o wymianę i była ona już dużo wcześniej udokumentowana. To, że w środku to chyba dla nawet początkującego nowoczesnego fachowca nie powinno być problemu? Czy może trzeba było coś tam zostawić abym miał, o czym pisać kolejne półtora roku? A może to, że bliżej tablicy upamiętniającej karczmę to już nie ta jurysdykcja?