5°C rozproszone chmury

Od medalisty Mistrzostw Polski do Zastępcy Burmistrza

wywiady, medalisty Mistrzostw Polski Zastępcy Burmistrza - zdjęcie, fotografia

Rozmowa z Krzysztofem Krukiem Zastępcą Burmistrza Dzielnicy Ochota

Panie Burmistrzu, zacznijmy od początku, gdzie Pan się urodził?

Oczywiście w Warszawie  Chodziłem do Szkoły podstawowej nr 10, potem szkoła średnia i studia na Akademii Wychowania Fizycznego które zrobiły ze mnie nauczyciela i trenera. Po drodze był jeszcze okres zawodowego uprawiania sportu. Badminton, to dyscyplina mojego życia. Nawet nie potraficie sobie wyobrazić jaką nieprawdopodobną radość może dać to szybkie, sprężyste poruszanie się po boisku, które wcale takie małe nie jest. Prawie siedem metrów na troszkę ponad 6. Jest po czym pobiegać, po wykręcać się, po podskakiwać. No, ale jak każdy sport ten także jest dla ludzi przede wszystkim młodych, ale myślę, że dzisiaj chociaż mam olbrzymi kłopot z kręgosłupem to jeszcze z tobą bym sobie poradził. Może już nie do zera, ale tak więcej niż pięć punktów byś na mnie nie zarobił.

No proszę, ale nie widać tych kłopotów z kręgosłupem.

Nie widać, ale są. Trzy poważne operację, i często na środkach przeciwbólowych, ale nie ma się co skarżyć bo lepiej już nie będzie wiele osób boryka się z większymi problemami .

No dobrze, a ten wątek belferski w pańskim życiorysie.

Przestałem grać, przestałem być trenerem, trzeba było jakiś sposób na swoje życie znaleźć. Co może robić mgr wychowania fizycznego. Może krzewić kulturę fizyczną, a gdzie to robić najlepiej. W szkole. Tak zacząłem. Najpierw Pan od w-fu, potem Dyrektor Szkoły. 264 to 20 lat mojego życia. To prawie 20 roczników młodych ludzi, którzy do szkoły przyszli, a potem odeszli do szkoły średniej. Niektórzy do tej pory  przychodzą, tak z sentymentu, wielu poznaje na ulicy, to miłe. To zawsze dla belfra jest jak narkotyk. Za każdym razem kiedy tę „swoją budę” traktowali jak taki trochę inny, ale dom to serducho rosło. Ba zdarza się i dzisiaj, że interesant, a czasem interesantka mówi do mnie „Panie Dyrektorze”, a za chwilę „przepraszam Panie Burmistrzu”, a potem te wspomnienia „Pan mnie nie pamięta, ale ja chodziłem do 7b”. To bardzo miłe, i chociaż oczywiście że nie pamiętam jak wyglądała ta młoda dama 20 lat temu, to ważne jest że ona mnie pamięta i to chyba nie najgorzej.

Panie Burmistrzu porozmawiajmy trochę o Panu i ochockim Samorządzie.

W latach 90 byłem równocześnie radnym dzielnicy Ochota i Gminy Centrum. Taki wtedy był ustrój Warszawy. To mój początek pracy w samorządzie. Potem byłem dyrektorem OSIR-u i od 2007 roku jestem Zastępcą Burmistrza.

A budowa zespołu basenowego na Rokosowskiej?

To było wyzwanie. Nie to, że nigdy wcześniej nie uczestniczyłem w procesie inwestycyjnym, ale w takim zakresie na pewno po raz pierwszy. Oczywiście nie ja murowałem i nie ja pilnowałem pracowników czy dobrze to robią, ale na budowie przy takim zakresie jest tyle problemów wymagających przez Inwestora – a taka rolę pełniłem – podjęcia jakiś ważnych dla budowy decyzji. Te decyzje trzeba najpierw zweryfikować, potem sprawdzić jaki wpływ będą one miały na stronę finansową realizowanej inwestycji, no i w końcu czy jej efekty nie będą sprzeczne z założeniami. To proces długotrwały i ważny, a budowa jest dynamiczna wymaga żeby już teraz, od razu. Proszę mi wierzyć łatwo nie było, ale efekty są bardzo dobre. Basen jest, funkcjonuje od wielu lat, i (odpukuje w stół) działa bezawaryjnie. Ale żeby za łatwo nie było, to działa już 16 lat i coraz szybciej zbliża się ten moment kiedy trzeba będzie o jego poważnym remoncie pomyśleć. I to na pewno będzie wyzwanie dla nowego Zarządu Dzielnicy Ochota.

Panie Burmistrzu od 2007 roku jest Pan Zastępcą Burmistrza Dzielnicy Ochota miasta stołecznego Warszawa. Nad czym Pan sprawuje nadzór?

To prawda, że od dwunastu lat jestem Zastępcą Burmistrza. Najpierw dwie kadencje współpracowałem z Burmistrzem Maurycym Wojciechem Komorowskim. Niestety dzisiaj już nieżyjącym. Wspaniały człowiek, o wielkiej kulturze osobistej. Bardzo dobrze rozumiał potrzeby Dzielnicy Ochota i ograniczenia jakie niesie ze sobą koalicja powyborcza dla sprawowania urzędu. Nigdy nie pokłóciliśmy się ze sobą w sposób nieelegancki. Nie twierdzę, że zawsze myśleliśmy tak samo, albo że tego samego chcieliśmy, ale konieczność dobrego zarządzania Dzielnicą zawsze dominowała i warunkowała nasze wzajemne relacje.

Zasadniczo od samego początku sprawowałem nadzór na Wydziałami Kultury, Sportu i Rekreacji, Zasobów Lokalowych, Działalności Gospodarczej i Zezwoleń oraz Administracyjno-Gospodarczym. Współpracuję również z jednostkami m. st. Warszawy działającymi w dzielnicy Ochota tj. Ośrodkiem Sportu i Rekreacji, Ośrodkiem Kultury Ochota, Bibliotekami, ZGN-em dzielnicy Ochota oraz delegaturą Biura Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego i GGKO w zakresie realizacji umowy o administrowanie nieruchomościami. Jak widać pełnione przeze mnie obowiązki wymagają stałego kontaktu z mieszkańcami. Poczynając od zezwoleń na działalność poprzez organizację imprez kulturalnych, sportowych, rekreacyjnych po gospodarkę lokalami mieszkalnymi i ich administrowaniem.

No to w poniedziałki łatwo nie jest.

O widzę, że już Pan poznał zwyczaje Urzędu. Tak w poniedziałki jest dzień przyjęć interesantów. Ma Pan rację, że łatwo nie jest, bo większość interesantów to sprawy lokalowe. Do burmistrza przychodzi się wtedy, kiedy mieszkaniec odbił się od urzędnika. Więc te sprawy nigdy łatwe nie są. Najczęściej spotykam się z mieszkańcem, w towarzystwie urzędnika który jego sprawę załatwiał, czasem jeszcze z prawnikiem urzędu. Dawno temu już się nauczyłem, że każdą sprawę trzeba poznać i zrozumieć od podstaw, od początku. Niczego nie wolno pominąć, ani odpuścić. Bo zawsze w tych szczegółach jest ukryte rozwiązanie sprawy, albo przyczyna niemożności jej załatwienia. Dla mnie zawsze najważniejsze jest, żeby mieszkaniec nie miał poczuciea, że został zlekceważony, że jego problem nie jest traktowany wystarczająco poważnie, że wszystko to jest teatr, a on i tak swojej sprawy nie załatwi.

A co zawsze załatwiają?

No oczywiście, że nie zawsze da się coś załatwić po myśli interesanta. Proszę sobie wyobrazić taką sytuację. Mieszkaniec stracił pracę, rozchorował się, po prostu ma problemy, które powodują, że przestał płacić opłatę czynszową za zajmowany lokal mieszkalny. Gdyby się nie wstydził, gdyby nie uważał że Urząd jest tylko po to by Go ścigać, gdyby po prostu przyszedł wcześniej, to dysponujemy różnymi narzędziami, żeby w takiej sytuacji człowiekowi pomóc. Najgorzej jest kiedy przychodzi on dopiero wtedy, gdy w sądzie już toczy się postępowanie o eksmisję, to naprawdę bardzo ciężko jest takiej osobie pomóc. Dało by się łatwo, gdyby dysponował środkami na spłatę zadłużenia, ale jeżeli ich nie ma, to naprawdę jest bardzo ciężko, ale i tak próbujemy. Jeżeli jest mniej Namawiamy Skarbnika Miasta do rozłożenia zaległości na raty, próbujemy szukać pomocy w OPS-ie, który różnymi środkami pomocy dysponuje, a nawet korzystamy z prywatnych kontaktów, żeby pomóc w znalezieniu zatrudnienia. Uważam, że jeżeli ktoś staje się dłużnikiem nie z własnej winy, to jeżeli mu się pomoże, to dług spłaci, a przecież o to właśnie chodzi.

To taka trochę „ściana płaczu” …

(Burmistrz się śmieje) Niech Pan poniedziałków tak nie nazywa, ale faktycznie wiem, że wśród urzędników taka nazwa funkcjonuje. A gdzie właściwie Ci mieszkańcy mają pójść jak nie do Urzędu. Tak się wszyscy przyzwyczaili. Nikt nie patrzy na to, że dzisiaj jest cały szereg różnych struktur, które różnymi problemami się mają zajmować. Zacznijmy od Wspólnoty Mieszkaniowej. Przecież, jeżeli w naszym budynku, - mieszkańcy mówią bloku – coś jest nie tak, np. uciążliwy sąsiad, to powinno się pójść do Zarządu Wspólnoty, albo do administratora budynku, w sytuacjach ekstremalnych bo i takie się zdarzają, na komisariat Policji, ale wszyscy jak w dym walą do Urzędu.

Czyli Wy tak troszkę jak telefon zaufania …

A to dobre porównanie, tyle tylko, że od nas oczekuje się rozwiązania problemu, a nie dobrej rady.

No, a te inne sprawy z jakimi mieszkańcy przychodzą …

To już zaczęliśmy o tym mówić. Prawie wszystko co dotyczy Wspólnot Mieszkaniowych. Bardzo często, lokatorów komunalnych, którzy są uciążliwi dla innych mieszkańców. To przede wszystkim „zbieracze”. Z nimi sprawa jest stosunkowo prosta, jeżeli w toku prowadzonego przez nas postepowania sprawdzającego zarzuty się potwierdzają, to często wystarczy poważna rozmowa, czasem groźba wypowiedzenia umowy najmu, no i oczywiście wywiezienie „eksponatów”, czasem deratyzacja, żeby pozbyć się przyniesionego robactwa.

A inni uciążliwi lokatorzy …

Oczywiście najgorzej jest z tymi, którzy mają problem z alkoholem, czasem z narkotykami. Oni stanowią zagrożenie dla innych mieszkańców budynku, dla swoich najbliższych, a czasem są sprawcami przestępstw. Są także, prawie zawsze agresywni, przy próbie kontaktu, żeby problem rozwiązać. Tutaj schemat działania jest dużo bardziej skomplikowany. Bo trzeba i wypowiedzieć umowę i lokatora, prawie zawsze eksmitować. No i rzecz najważniejsza, niektórzy z nich mają rodziny, żonę, dzieci. Przecież one nie mogą być dotknięte naszymi decyzjami. To bardzo trudny moment tej operacji, żeby rodzinie zapewnić dach nad głową, a uciążliwego lokatora się pozbyć. Trzeba też pamiętać o tym, że to najczęściej ludzie chorzy od wielu lat, tyle, że tak ich choroba jest już uciążliwa, a czasem niebezpieczna dla innych. To takie prawdziwe wybieranie mniejszego zła, a czasem też „syzyfowa praca”, bo przez lata gnębiona żona, wiedziona jakimś niezrozumiałym instynktem męża przyjmie. No i wtedy wszystko zaczyna się od początku.

No to faktycznie, nie za bardzo jest czego zazdrościć

Tak, ale proszę pamiętać, że są też takie żony, które okazują się być odporne na namowy gnębiciela. I dla tych najbardziej warto się starać. One naprawdę potrafią, pokazać swoim dalszym życiem, że warto było. Dzieciaczki mają dobre oceny, bo to najczęściej dobre matki, które teraz starają się dla rodziny, a nie dla wódki i kumpli. Chcę również powiedzieć, że w tymi Wspólnotami Mieszkaniowymi potrafimy też robić dużo dobrego. Remontujemy podwórka, robimy prawdziwe place zabaw dla dzieci, teren się zazielenia i na koniec oni naprawdę o to potrafią zadbać. To są właśnie Panie Redaktorze te dobre chwile i wielkie dzieła, które mam wrażenie, a właściwie pewność po nas zostaną.

A marzenia ?

Jak każdy człowiek mam. I marzy mi się żeby te poniedziałki nie były pełne interesantów, a jeżeli już to żeby skargi były na wyniki konkursu na najbardziej ukwiecony balkon, żeby nie było ludzkich tragedii, żeby wszystkie podwórka w dzielnicy były pięknie wyremontowane i żeby stale było wyremontowanych ze 20 mieszkań, tak żeby nie trzeba było tak długo czekać. I jeszcze jedno takie bardzo osobiste, żeby wyjść na boisko i zagrać tak jak kiedyś.

 


Ostatnie video - filmy na iOchota.pl