Na Zieleniaku trwa spektakl, jakiego nie powstydziłby się najlepszy teatr absurdu. Główną rolę gra Pan Burmistrz, a fabuła jest prosta: czy wydać zgodę na garażówki? Akt pierwszy zaczął się… trzy miesiące temu i – co trzeba uczciwie przyznać – napięcie wciąż rośnie. [middle1] Pan Burmistrz rozważa. Analizuje. Pochyla się nad tematem z należytą powagą. I choć decyzja jeszcze nie zapadła, pojawił się promyk nadziei – nie wyklucza się jej podjęcia! To już coś. Można powiedzieć: jesteśmy o krok od przełomu, choć ten krok najwyraźniej liczony jest w kwartałach. Reklama Najbardziej intrygujący jest jednak wątek miesięcy zakazanych. Marzec i listopad znalazły się poza nawiasem decyzyjnej wyobraźni. Dlaczego? Tego nie wie nikt. Być może chodzi o deszcz – choć tu pojawia się drobna niekonsekwencja, bo dwa lata temu zrezygnowano z pomysłu zadaszenia Zieleniaka. A może chodzi o troskę o zdrowie mieszkańców? W końcu w marcu bywa chłodno. Jeśli tak, rozwiązanie nasuwa się samo: akcja profilaktyczna z udziałem Apap rozdawanego uczestnikom. Zdjęcia z uśmiechniętym Burmistrzem i tabletką w dłoni? Gotowy hit Facebooka. Można też podejrzewać, że sprawa jest bardziej złożona. Być może decyzja dojrzewa powoli, niczym dobre wino. A może każdy kolejny tydzień to nowy rozdział analizy: „Garażówki a wilgotność powietrza”, „Wpływ temperatury na handel używanymi książkami” albo „Czy pchli targ w listopadzie to już sport ekstremalny?”. Reklama W międzyczasie mieszkańcy czekają, pytają, dopytują. Zieleniak milczy. Stoły nie rozstawione, skarby nie sprzedane, rozmowy nieodbyte. A Pan Burmistrz… wciąż myśli. Pozostaje mieć nadzieję, że finał tej historii nastąpi szybciej niż nadejście kolejnego marca. Bo jeśli nie, to być może jedyną stałą atrakcją Zieleniaka stanie się obserwowanie procesu decyzyjnego – wydarzenia cyklicznego, choć niestety bez ustalonego harmonogramu.